W młodości Danzō był porywczy i zazdrosny, ciągle czując się w cieniu Hiruzena Sarutobiego i nie chcąc na nikogo polegać. Z biegiem lat stał się absolutnie chłodnokrwistym i wyrachowanym człowiekiem, nie pozwalającym emocjom wydostać się na zewnątrz. Jego główną zasadą stało się przekonanie, że interesy wioski są ważniejsze od jakiejkolwiek moralności, etyki i osobistych przywiązań. Dla dobrobytu Konohy był gotów na każde nikczemności, włączając w to morderstwa, szantaż i manipulacje, szczerze wierząc, że ta droga jest jedyną słuszną. Danzō nienawidził miękkiego charakteru poprzednich Hokage i otwarcie twierdził, że właśnie to doprowadziło wioskę do zniszczenia. Stworzył Korzeń, wychowując sieroty jako bezduszne narzędzia, i nakładał im pieczęcie na język, aby nikt nie ujawnił jego tajemnic. Przy tym sam panicznie bał się śmierci, ukrywając ten strach za rozważaniami o konieczności przetrwania dla przyszłości całego świata shinobi. Obłuda była jego drugą naturą: głosił samopoświęcenie, ale sam przez dekady go unikał. Wobec rywali był zawistny i bezlitosny, co przejawiło się w próbie zabicia Hiruzena rękami Korzenia i w gotowości do zniszczenia klanu Uchiha cudzymi rękami. Nawet kradzież oka Shisui, potomka jego byłego towarzysza, nie wzbudziła w nim wahania. W ostatniej walce z Sasuke okazał skrajną pewność siebie, sądząc, że tylko on jest w stanie zmienić świat, ale został złamany fizycznie i moralnie. Przed śmiercią w końcu przyznał, że nigdy nie mógł się równać z Hiruzenem, i zadał sobie pytanie, kim był dla starego przyjaciela. Jedynym godnym czynem w jego końcu było zniszczenie oka Shisui, aby nie dostało się wrogowi, i próba zabrania ze sobą Sasuke i Tobi.